Korzystamy z plików cookies, szczegółowe zasady znajdziesz w Polityce Cookies.

Korzystamy z plików cookies, szczegółowe zasady znajdziesz w Polityce Cookies.

Moose

CENTRUM JĘZYKÓW OBCYCH

Historie sukcesu

Koszalin - trudne miasto, a jednak się udało.


- W jakim mieście otworzyła Pani Oddział franczyzowy sieci MOOSE? Czy decyzja dotycząca otworzenia Oddziału była trudna?

Oddział franczyzowy sieci MOOSE otworzyłam w Koszalinie w 2011 r. Prowadzę go już trzy lata. Decyzja była bardzo trudna. W Koszalinie funkcjonowało kilkanaście szkół językowych i ciągle powstawały nowe. W tak niedużym mieście istniało kilka uczelni wydających co roku nowych nauczycieli języków obcych i to oni właśnie podejmowali decyzję o uruchomieniu własnych szkół. Konkurencja była ogromna, ale z drugiej strony szkoły zajmującej się głównie nauczaniem indywidualnym, ale także mobilnej, dojeżdżającej do kursantów do domu lub firmy nie było. Przed podjęciem ostatecznej decyzji zbadałam rynek, zapotrzebowanie na taką formę nauki i okazało się, że bliskość granicy z Niemcami generuje potrzebę nauki języka niemieckiego (a także holenderskiego i norweskiego). Bardzo duże bezrobocie w województwie zachodniopomorskim spowodowało, że młodzi ludzie szukają zajęcia w Niemczech, Holandii i Norwegii, a to zmusza ich do opanowania języka szybko, choćby na poziomie podstawowym. Działające w Koszalinie szkoły zajmujące się głównie nauczaniem grupowym nie spełniały ich oczekiwań. Otworzyłam oddział i dość szybko okazało się, że chętnych nie brakuje.


- Mobilna szkoła językowa w dzisiejszych czasach – to dobry pomysł na działalność?

Uważam, że tak, choć posiadamy swoją siedzibę z kilkoma salami w centrum miasta, to jednak jest wiele osób chętnych do nauki w zaciszu własnego domu. Dojeżdżamy do osób szczególnie zapracowanych, do dzieci rodziców pracujących w domu, do siedziby firmy, gdzie uczymy właścicieli, kadrę zarządzająca i pracowników, do osób chorych i niepełnosprawnych. Oni eliminują czas na dojazd, na przebijanie się w korkach ulicznych, a w reszcie oszczędzają pieniądze na paliwo. Koszalin nie jest dużym miastem, tu wszędzie jest blisko, ale dojazd z dzieckiem na zajęcia i zabranie go po zajęciach to już przedsięwzięcie logistyczne i czas, który można spożytkować w inny sposób.

- Dlaczego zdecydowała się Pani na współpracę z franczyzodawcą?

Swoja firmę zajmującą się ogólnie rzecz ujmując wszystkim co związane z ekonomią prowadzę już dość długo, ale branży związanej z nauczaniem języków obcych nie znałam. MOOSE jest siecią o uznanej renomie w całej Polsce. Już w momencie dołączenia do sieci miał kilkadziesiąt oddziałów własnych i franczyzowych w dużych i mniejszych miastach. Przebijanie się z własną marką nie byłoby łatwe, zdobycie zaufania klienta w tej branży wymaga wiedzy i niemałego wysiłku. Skorzystałam tu z efektu synergii, know-how założycieli sieci, ale także wiedzy właścicieli oddziałów franczyzowych. Chyba najbardziej cieszyło mnie to, że przychodziły do szkoły osoby, które spotkały się już z siecią w Polsce i mówiły o niej naprawdę dobrze. Bycie dobrym w tej branży to ogromny sukces. Ja z tego sukcesu skrzętnie skorzystałam i pomnożyłam go. Dziś w Koszalinie mówi się o nas tylko dobrze – co ogromnie cieszy.

- Ile czasu zajęło Pani podjęcie decyzji? Co powodowało największy strach przed otworzeniem Oddziału sieci MOOSE?

Decyzję podjęłam dość szybko. Otwierając oddział bałam się tylko jednego, że nie będzie chętnych do skorzystania z naszej usługi. To, że dam sobie radę z organizacją i prowadzeniem oddziału, że zatrudnię dobrych lektorów, że zbuduję prawidłowe relacje z pracownikami, poradzę sobie z reklamą, działaniami marketingowymi - nie wątpiłam. Miałam już kilkunastoletnie doświadczenie i wiedziałam jak pracuje się we własnej firmie. Ale czy zaufają nam klienci, czy zadowoleni przyprowadzą do nas swoich znajomych, przyjaciół i członków rodziny – nie mogłam przewidzieć. Czekanie na nich nie było łatwe, ale się opłaciło.

- Czy przeszkolenie i wsparcie, które Pani otrzymała było wystarczające
do wystartowania z własnym projektem – własnym Oddziałem?

Tak, odbyłam dwa szkolenia. Bez nich na pewno bym nie wystartowała. Skorzystałam z ogromnego doświadczenia właścicieli sieci i personelu, ustrzegłam się przed popełnieniem wielu błędów. Na pierwszym szkoleniu przekazano nam całą wiedzę potrzebną do skutecznego przeprowadzenia rekrutacji lektorów oraz sposobów współpracy z nimi. Na drugim poznaliśmy cały know-how firmy , przeszliśmy przeszkolenie w zakresie prowadzenia oddziału, specyfikacji rynku, działań marketingowych i reklamowych, obsługi programu do zarządzania placówką. Zawsze mogłam liczyć na pomoc, choć nie przyjmowałam wszystkiego bezkrytycznie. To mój oddział i ambicjonalnie chciałam go budować przemycając własne pomysły, bazowałam na swoim doświadczeniu, ale z uwagą słuchałam podpowiedzi - jak widać ten tandem się opłacał.


- Każda działalność, którą rozpoczynamy wiąże się z kosztami, które trzeba ponieść – jak szybko te które Pani poniosła zwróciły się?

W zasadzie zaczynałam z myślą, że nie będzie sal lekcyjnych w mieście, że lektorzy będą dojeżdżać do klienta, ale szybko okazało się, że są i tacy którzy chcą się wyrwać z domu i jest ich całkiem sporo. Można było zrezygnować ze współpracy z nimi, ale ja się nie poddaję. Szybko we wrześniu organizowaliśmy sale lekcyjne, najpierw jedną, potem drogą a dziś mamy ich cztery, które należało wyposażyć w stoły, krzesła, tablice i sprzęt audiowizualny. Na początek trzeba dotrzeć do klienta, zainwestować w reklamę w Internecie, roznieść ulotki, a to wszystko musi kosztować. Pierwszy rok był trudny, ale drugi dał nadzieję. Z doświadczenia wiem, że żaden biznes nie zwraca się w ciągu pierwszego roku, tu też tak było. A i czasy w których rozpoczynałam były trudne. Kryzys gospodarczy, pauperyzacja ludzi, wzrost bezrobocia, ale trzeba pamiętać, że znajomość choćby jednego języka obcego to podstawa, to kapitał na dalszą drogę. Takie myślenie daje nadzieję, daje szanse na rozwój firmy w przyszłości.


- Ma już Pani za sobą wiele miesięcy pracy – czy jest Pani zadowolona z
osiągnięć swojego Oddziału?

Początek był trudny, jak w każdej branży. Mnożyły się pytania: czy się uda, czy ktoś zechce uczyć się w naszej szkole, czy będzie zadowolony? Dzisiaj patrzę w przyszłość już bardziej optymistycznie, ze spokojem. Rozwijanie swojej firmy to ciągła praca, która daje satysfakcję, maleńki sukces przekuwa się w imperium, trzeba tylko chcieć. Zawsze może być lepiej, dlatego należy walczyć nie zrażając się kłopotami i problemami, wierzyć w sukces.


- Wiele osób przeraża myśl o własnej działalności. Co poradziłaby Pani takim osobom?

Dzisiejsze czasy to wyzwanie dla młodych ludzi, jeśli sami nie urządzą sobie miejsca pracy, to na etat mogą długo poczekać. Im szybciej to zrozumieją tym lepiej dla nich. Prowadzenie swojej działalności nie jest łatwe, to fakt, ale jest to tworzenie czegoś na własny rachunek. Na to trzeba czasu, spokoju i wytrwałości – tak wyrastają potęgi. Zarządzania szkołą językową można się nauczyć. Niezbędna na pewno jednak jest ambicja, upór i wiara w powodzenie.


- Na zakończenie zadam ważne pytanie - czy Franczyzodawcą sieci MOOSE –
to dobry partner?

Tak, od początku współpracowało mi się dobrze z Franczyzodawcą. To profesjonalnie zorganizowana i zarządzana sieć, skorzystałam z opracowanej dokumentacji wewnętrznej normującej ład organizacyjny, raportowanie działalności, systemu zarządzającego wspomagającego księgowość. Spotkania, które odbywamy raz w roku pozwalają wymienić się doświadczeniami, zweryfikować swoje działania. Właściciele sieci wiedzą, że nasz sukces to ich sukces. Zawsze można na nich liczyć, na ich wsparcie, wiedzę i wszechstronną pomoc.

- Bardzo dziękujęmy za rozmowę i poświęcony czas.
 

 

Rozpocznij z nami współpracę

92 Oddziałów Moose
w Polsce
7 Języków
w każdej szkole
22+ Lat doświadczenia
w nauczaniu
Moose rzetelna firma
Wszelkie prawa zastrzeżone Moose 2014