Korzystamy z plików cookies, szczegółowe zasady znajdziesz w Polityce Cookies.

Korzystamy z plików cookies, szczegółowe zasady znajdziesz w Polityce Cookies.

Moose

CENTRUM JĘZYKÓW OBCYCH

Historie sukcesu

MOOSE pomógł lektorce z Kłodzka otworzyć własną szkołę.

Martyna Czerwik, przed otwarciem kłodzkiego oddziału sieci Moose, nigdy nie prowadziła własnej działalności. Pracowała jako nauczyciel języka angielskiego. Dzięki wsparciu franczyzodawcy udało jej się jednak odnieść sukces, i to bardzo szybko. Zwrot z inwestycji uzyskała już po czterech miesiącach.

Gdzie i od kiedy prowadzi Pani oddział sieci MOOSE?

Mój oddział został uruchomiony we wrześniu 2010 roku w Kłodzku, w woj. dolnośląskim. Prowadzę działalność nie tylko w tym mieście, ale w całym powiecie kłodzkim liczącym w sumie ok. 160 tys. mieszkańców.

Co skłoniło Panią do podjęcia decyzji o rozwoju tego typu działalności oraz do nawiązania współpracy franczyzowej właśnie z siecią MOOSE?

Jestem w wykształcenia nauczycielem języka angielskiego i już od kilku lat pracowałam w tym zawodzie w różnych szkołach językowych, a także udzielałam korepetycji. Te doświadczenia wyraźnie pokazywały, że efektywność nauczania indywidualnego jest dużo wyższa niż w grupie, nawet niewielkiej. Zaczęłam zastanawiać się nad poprowadzeniem własnej szkoły językowej, ukierunkowanej właśnie na nauczanie indywidualne. Było to oczywiście podyktowane również tym, że w Kłodzku działało już kilka tradycyjnych szkół językowych. Musiałam więc znaleźć dla siebie niszę. Zaczęłam też poszukiwać informacji w Internecie na temat zakładania i prowadzenia szkoły językowej i przypadkiem natrafiłam na informacje o sieci MOOSE. Wybrała ona model funkcjonowania podobny do tego, o jakim ja myślałam – szkoły mobilnej, a poza tym oferowała możliwość otwarcia oddziału franczyzowego. Zainteresował mnie ten pomysł, gdyż wcześniej nie prowadziłam własnej działalności i uznałam, że warto skorzystać z pomocy doświadczonej firmy.

Ile musiała Pani zainwestować w otwarcie oddziału? Czy poniesione nakłady już się zwróciły?

Całkowite koszty związane z otwarciem oddziału wyniosły ok. 12 tys. zł. Przeznaczyłam je na licencję, szkolenie, reklamę, materiały biurowe. W związku z tym, że inwestycja była nieduża szybko uzyskałam jej zwrot – do końca ubiegłego roku. Aczkolwiek było to możliwe m.in. dzięki temu, że na początku sama wykonywałam większość zadań, a więc np. rozdawałam ulotki i wykonywałam wszystkie prace administracyjno-biurowe.

Jak wspomina Pani kontakt z franczyzodawcą oraz otrzymaną pomoc w pierwszym, najtrudniejszym okresie działalności? Czy osiągany obecnie przez Pani oddział poziom obrotów i zysków można już uznać za w pełni satysfakcjonujący?

Kontakt od początku był i cały czas jest bardzo dobry. Firma zatrudnia osobą zajmującą się wyłącznie współpracą z franczyzobiorcami i w razie jakichklowiek pytań jest ona dostępna pod mailem i telefonem. Szczególnie doceniam pomoc sieci przy organizacji kampanii reklamowych, m.in. w zakresie doradztwa, jaka forma reklamy będzie najskuteczniejsza, gdzie i w jakiej ilości powinnam umieścić materiały etc.
Początki rzeczywiście nie były dla mnie najłatwiejsze, miałam sporo obaw, czy się uda. Ale już w październiku, czyli w drugim miesiącu po uruchomieniu oddziału moje obawy zniknęły. Pojawili się klienci, musiałam zatrudnić dodatkowych lektorów i byłam zadowolona z osiąganych wyników finansowych. Niemniej nie zamierzam na tym poprzestać. Cały czas inwestuję w reklamę, w styczniu otwieram też oficjalne, stacjonarne biuro, w którym zatrudnię osobę do obsługi klientów, chcę, żeby moja działalność nadal się rozwijała.

Czy franczyzodawca przeszkolił Panią i przygotował do poprowadzenia oddziału?

Tak, odbyłam standardowe szkolenie, które MOOSE organizuje dla wszystkich franczyzobiorców. Uważam, że dla mnie było ono niezbędne. Poznałam tam podstawy organizowania marketingu i reklamy, o czym wcześniej nie miałam pojęcia. Dowiedziałam się, jak organizować pracę szkoły, co na pewno pozwoliło mi uniknąć wielu błędów. Franczyzodawca przekazał mi także sporo informacji o rynku szkół językowych, na którym akurat ja posiadałam już doświadczenie. Ale przecież do sieci mogą dołączyć także osoby, które go nie mają.

Jak obecnie wygląda Pani standardowy dzień pracy jako franczyzobiorcy sieci MOOSE?

Właściwie trudno mówić mi o standardowym dniu, gdyż każdy jest trochę inny. Popołudniami prowadzę zwykle zajęcia, gdyż sama także pracuję jako lektorka we własnej szkole. A wcześniej zajmuje się bieżącymi sprawami związanymi z obsługą klientów i lektorów, rozglądam się za nowymi możliwościami reklamy, poszukuję klientów wśród lokalnych firm, umawiam się na spotkania. Liczę na to, że biuro, które właśnie otwieram, trochę odciąży mnie z obowiązków administracyjnych i będę mogła się skupić wyłącznie na lektoratach oraz zarządzaniu.

Jakie są w Pani ocenie największe plusy i minusy działalności w ramach sieci MOOSE?

Największym plusem jest dla mnie możliwość pracy na własny rachunek, co daje mi olbrzymią satysfakcję związaną z tym, że moja szkoła się rozwija, a także niezależność i wyższe dochody. Minusów właściwie nie dostrzegam. Może poza brakiem czasu, większą odpowiedzialnością oraz większym stresem niż w przypadku pracy dla innej firmy.

Prowadzi Pani oddział w małym mieście - nieco ponad 30 tys. mieszkańców. Czy uważa Pani że mobilna szkoła językowa to jest dobry biznes, który sprawdza się także w takich miejscowościach?

W trakcie początkowych rozmów z przedstawicielami sieci zastanawialiśmy się nad tym, na jaki obszar powinnam zakupić licencję. I ostatecznie ustaliliśmy, że będzie to cały powiat kłodzki, który zamieszkuje ok. 160 tys. osób. Myślę, że potencjał samego Kłodzka mógłby się okazać niewystarczający. Wierzę, że również odniosłabym sukces, ale zdecydowanie na mniejszą skalę, a mnie od początku zależało na prowadzeniu trochę większej działalności. W tej chwili zatrudniam już 8 lektorów z różnych części powiatu, okazało się bowiem, że jest wielu chętnych do nauki angielskiego, także w jeszcze mniejszych niż Kłodzko miejscowościach, a nawet w wioskach. Z drugiej strony, decyzja o działaniu na większym obszarze to większe wyzwanie logistyczne. Niemniej wszystkim osobom, które chcą prowadzić taką działalność i posiadają zdolności organizacyjne, polecam jednak działalność na większym obszarze.

Co jeszcze doradziłaby Pani osobom zastanawiającym się nad rozpoczęciem takiej działalności – kiedy jest na to najlepszy moment, z jakich najważniejszych wyzwań i trudności należy sobie zdawać sprawę, jakiego rodzaju wiedza i umiejętności są niezbędne?

Uważam, że moment, w którym ja wystartowałam, czyli początek września, był idealny do rozpoczynania tego typu działalności. Ale cały proces przystąpienia do sieci MOOSE i uruchomienia własnej działalności rozpoczął się w moim przypadku już w czerwcu. Trzeba bowiem przewidzieć, że kilka miesięcy zajmie organizowanie tej działalności, m.in. znalezienie lektorów czy przeprowadzenie akcji promocyjnych. Osoba, która chciałaby poprowadzić szkołę językową, powinna jednak wcześniej dokładnie zbadać rynek w swojej miejscowości i poszukać dla siebie niszy. Jeśli chodzi o umiejętności, to uważam, że do tego typu działalności, jaką ja prowadzę, nie są konieczne wcześniejsze doświadczenia w zakresie kierowania firmą ani nawet doświadczenia lektorskie. Pracy menedżera mobilnej szkoły językowej można się nauczyć. Niezbędna na pewno jednak jest amibcja, upór i wiara w to, że się uda.

Rozmawiała Joanna Cabaj - Bonicka
Wywiad z Panią Martyną Czerwik prowadzącą oddział franczyzowy MOOSE Centrum Języków Obcych w Kłodzku został przeprowadzony dla portalu franczyzawpolsce.pl

Rozpocznij z nami współpracę

92 Oddziałów Moose
w Polsce
7 Języków
w każdej szkole
22+ Lat doświadczenia
w nauczaniu
Moose rzetelna firma
Wszelkie prawa zastrzeżone Moose 2014